Wydarzenia – fotorelacje

Pielgrzymka do Warszawy i Niepokalanowa – 01.10.2016 r.

             Na parking przed kościołem w Luboszu powoli zaczęli docierać pierwsi pielgrzymi. Choć zbliżała się dopiero godz. 4.00 rano widać było, że są gotowi do drogi. To już jesień, więc w ciepłych polarach wsiedliśmy do autokaru, gdzie przywitali nas ci, którzy już po drodze zajęli miejsca. Zatrzymaliśmy się jeszcze po pozostałych uczestników i modlitwą rozpoczęliśmy naszą podróż. Mikrofonem zajął się oczywiście nasz proboszcz, ks. Jarosław. W takich sytuacjach „ma gadane”, więc cieszyliśmy się, że przez głośniki popłynęły słowa modlitwy, informacji, rozważań, śpiewu i … warszawskich legend. Najpierw po ciemku, z przerwami na gorącą kawę przy autostradzie, a potem przy blasku wschodzącego słońca zbliżaliśmy się do stolicy.

Na miejscu oczekiwała na nas pani Barbara – nasz przewodnik, która najpierw poprowadziła nas do Grobu Nieznanego Żołnierza. Powstał on w 1925 roku pod kolumnadą Pałacu Saskiego. 2 listopada tego roku do grobu złożono zwłoki bezimiennego żołnierza, sprowadzone podczas specjalnej ceremonii ze Lwowa. Pod koniec II wojny światowej grób uległ poważnemu uszkodzeniu w wyniku wysadzenia w powietrze, wkrótce został odbudowany i ponownie odsłonięty w 1946 roku. Obecnie stanowi trójarkadowy fragment ocalałej kolumnady Pałacu Saskiego. 18 kwietnia 1989 r. w Grobie Nieznanego Żołnierza została złożona ziemia z mogił katyńskich. Odkrytym samochodem, w asyście oficerów i Kompanii Reprezentacyjnej urna z prochami wjechała na pl. Zwycięstwa. Tablice przedwojenne na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie zostały uroczyście odsłonięte 11 listopada 1990 r. podczas obchodów Święta Niepodległości. 3 maja 1991 r., podczas obchodów 200-lecia Konstytucji 3 Maja, odsłonięto 14 kolejnych, nowych tablic przedstawiających miejsca bitew z lat: 972-1683, 1768-1921 i 1939-1945. Dwie kolejne tablice zostały poświęcone lotnikom i marynarzom. Znaczenie Grobu Nieznanego Żołnierza podkreśla wprowadzony w protokole dyplomatycznym obowiązek odwiedzenia go przez delegacje zagraniczne składające wizyty w Polsce. Przed Grobem Nieznanego Żołnierza przez cały rok, 24 godziny na dobę, pełni wartę honorową dwuosobowy posterunek żołnierzy z Batalionu Reprezentacyjnego Wojska Polskiego. W każdą niedzielę o godz. 12.00 przed Grobem odbywa się ceremonia uroczystej zmiany warty. My również mieliśmy okazję w jednej z nich uczestniczyć.

Po opuszczeniu Placu Zwycięstwa i wspomnieniu słów św. Jana Pawła II, tutaj wypowiedzianych w 1979 roku: „Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”, wyruszyliśmy na dalsze zwiedzanie Warszawy. Atmosfera była już trochę inna. Gdy uświadomiliśmy sobie, jak bardzo ważne dla naszej historii i Ojczyzny są miejsca, które nawiedzamy, pojawiła się nuta refleksji. To już nie tylko miejsca, które większość z nas znała z telewizji, to miejsca, które są prawdziwą lekcją historii i patriotyzmu. Przy profesjonalnym komentarzu naszej pani przewodnik, za oknami autokaru pojawiały się kolejne budowle, ulice, place i pomniki. Nie sposób tutaj wyliczyć wszystkich, ale niech wybrzmią chociaż te ze zdjęć: Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie. Trudno pominąć ten pomnik przy zwiedzaniu Warszawy. Robi wrażenie swoją dynamiką. Trudno pod pomnik podejść, najczęściej oglądamy go z okien auta lub autobusu. Jeżeli jednak ktoś tam podejdzie – warto przyglądnąć się szczegółom, przeczytać kilka nazw miejscowości upamiętniających bitwy i łagry. Tego pomnika nie da się ominąć obojętnie – ma przypominać nam o Polakach pomordowanych na Wschodzie, wywiezionych na Sybir i ofiarach zbrodni katyńskiej. Pomnik przedstawia ładunek krzyży łacińskich i prawosławnych, a także żydowską macewę i nagrobek muzułmański, umieszczony na platformie symbolizującej wagon deportacyjny. Przed stojącą na torze kolejowym platformą ułożono 41 podkładów kolejowych, na których umieszczono nazwy pól bitewnych z września 1939 znajdujących się we wschodniej Polsce oraz nazwy miejscowości-miejsc kaźni narodu polskiego w ZSRR. Monument został odsłonięty 17 września 1995 r. Pomnik jest poruszający i daje wiele do myślenia…Patrząc na niego przychodzi wiele refleksji o minionych czasach i ludziach…

A potem Pawiak – zbudowany jeszcze przez Rosjan w latach 1829 -1835, między ulicami Dzielną i Pawią. W październiku 1939 roku niemiecki okupant utworzył na Pawiaku jedno z głównych więzień śledczych Gestapo. Pawiak był depozytem alei Szucha – codziennie rano szedł transport na aleję Szucha, gdzie prowadzono śledztwo, a wieczorem się wracało. W czasie okupacji byli tu przede wszystkim więźniowie polityczni, ale zdarzało się, że trafiali tutaj mieszkańcy Warszawy i okolicznych miejscowości, zatrzymani podczas łapanek. Podczas Powstania Warszawskiego Niemcy wysadzili Pawiak w powietrze. Sam Pawiak nie był objęty jednak walkami powstańczymi. Ostatni więźniowie zostali rozstrzelani 13 i 18 sierpnia 1944. Po wysadzeniu z Pawiaka pozostała jedynie frontowa brama przy ulicy Dzielnej. Obecnie, w miejscu gdzie w czasie niemieckiej okupacji była siedziba Gestapo, znajduje się Muzeum Więzienia Pawiak, działające jako oddział Muzeum Niepodległości.

Nie sposób było tych wszystkich refleksji ogarnąć w tak krótkim czasie, zwłaszcza, że za oknami naszego autokaru historia mieszała się z rzeczywistością. Potrzebowaliśmy dłuższej chwili, by te wszystkie myśli ogarnąć, poukładać. Dobrze, że na naszej trasie było zaplanowane nawiedzenie grobu bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się 14 września 1947 w Okopach na Ziemi Podlaskiej. Wczesne dziecięctwo spędził we wiosce swojego pochodzenia, gdzie jego rodzice, Marianna i Władysław, mieli niewielką posiadłość ziemską. W pobliskiej Suchowoli ukończył szkołę podstawową oraz liceum; tam też jako ministrant związał się z duszpasterstwem parafialnym. Po uzyskaniu świadectwa dojrzałości w 1965 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie. Podczas studiów seminaryjnych w latach 1966-1968 odbył przymusową służbę wojskową w specjalnej jednostce wojskowej w Bartoszycach. Tutaj zaznaczył się wielką odwagą i wytrwałością w zachowaniu swoich przekonań i postaw religijnych, za co spotykały go nieustanne szykany i kary ze strony dowództwa wojskowego. Pobyt w jednostce bardzo nadwyrężył stan jego zdrowia. Ze względów zdrowotnych w 1980 r. został przeniesiony jako rezydent do parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Od czasu strajków sierpniowych w „Hucie Warszawa” związał się niezwykle ofiarnie z duszpasterstwem świata pracy, rozumiejąc je jako palące wyzwanie duszpasterskie dla Kościoła tego czasu i niezwykłą szansę ewangelizowania środowisk pracy, poddanych dotychczas programowej, zmasowanej ateizacji. Po wprowadzeniu stanu wojennego ten kierunek posługi ks. Jerzego znalazł jeszcze większe pogłębienie w szeroko zakrojonym duszpasterstwie prześladowanych, dotkniętych cierpieniem fizycznym jak i moralnym czy ubóstwem. Od stycznia 1982 r. włączył się bardzo czynnie w comiesięczne Msze św. za ojczyznę, nadając im wkrótce niezwykłego rozmachu i duchowej głębi, co zaczęło przyciągać na te spotkania liturgiczne coraz większe tłumy uczestników. W specjalnych homiliach – opierając się na encyklikach społecznych i przepowiadaniu Jana Pawła II oraz kard. Stefana Wyszyńskiego – podejmował palące tematy odnowy religijnej i moralnej, które łączyły się z aktualnymi kwestiami natury społecznej i politycznej. W takim kontekście mówił także o bolesnych problemach deptania przez rządzących elementarnych praw ludzkich, godności człowieka, łamaniu sumienia, przymusowej ateizacji i programowej deprawacji, jakiej poddawane jest społeczeństwo przez system polityczny. Nauczanie to faktycznie było niczym innym, jak tylko przypominaniem nauki społecznej Kościoła. Jako reakcja na tę posługę, aparat władzy komunistycznej uruchomił przeciw niemu na bardzo szeroką skalę kampanię zniesławiania i represji, ukazując go jako niebezpiecznego wichrzyciela ładu społecznego, politycznego agitatora, oskarżając go wreszcie o działalność antypaństwową o charakterze politycznym. W nocy 19 października 1984 r. został uprowadzony przez oficerów służb specjalnych MSW i brutalnie zamordowany. Pogrzeb, który zyskał spontanicznie miano „historycznego” ze względu na jego wymowę religijno-patriotyczną jak i ponad półmilionową liczbę jego uczestników, odbył się w Warszawie 3 listopada. Ciało zamęczonego kapłana, na usilne prośby licznych środowisk, zostało złożone przy świątyni na Żoliborzu, gdzie prowadził posługę duszpasterską. Dziś patrząc na postać bł. ks. Jerzego, trzeba szczególnie zauważyć niektóre cechy jego duchowości: Wewnętrzna determinacja i prostota w wyznawaniu wiary. Była ona widoczna już w okresie jego młodości, gdy jako ministrant pokonywał bardzo często ok. pięciokilometrowy odcinek między domem rodzinnym a kościołem parafialnym, by także w dniu powszednim uczestniczyć we Mszy Świętej. Nie zaprzestał swej służby ministranckiej mimo, iż spotykały go za to ze strony niektórych nauczycieli represje w szkole. Wyrazistości moralnej dowiódł także podczas służby wojskowej, zwłaszcza w obronie prawa kleryków – żołnierzy do modlitwy i innych praktyk religijnych. Postawa ta towarzyszyła mu również podczas pracy duszpasterskiej wśród robotników, podczas której był wiemy głoszonym w imieniu Kościoła zasadom. Dzięki temu wiele osób odkryło bogactwo nauki społecznej Kościoła. Choć mógł wycofać się z tej formy duszpasterstwa, nie uczynił tego, w imię owej wierności i w konsekwencji zapłacił za to cenę życia. Kapłański charakter posługi chrześcijańsko-społecznej. Angażując się w ramach integralnie rozumianej posługi Kościoła w Polsce, w rozwiązywanie aktualnych problemów życia publicznego, związanych z okresem stanu wojennego, czynił to nie jako działacz społeczny, lecz – trzeba podkreślić – jako kapłan i duszpasterz. Realizując osobiste powołanie gromadził wokół ołtarza ludzi cierpiących z powodu swych przekonań, upokorzonych, mających poczucie krzywdy, nadając ich doświadczeniom nadprzyrodzony sens i włączając ich cierpienia w eucharystyczną ofiarę miłości Jezusa Chrystusa. Ogląd problemów społecznych w perspektywie wiary. Choć nie był profesjonalnym znawcą zasad katolickiej nauki społecznej, potrafił czytać tzw. „znaki czasu”, związane najczęściej z brakiem poszanowania podmiotowości osoby ludzkiej w marksistowskim systemie totalitarnym, zwłaszcza podczas stanu wojennego. Głosił podstawowe chrześcijańskie zasady życia społecznego: prawdę, sprawiedliwość, miłość, solidarność i dobro wspólne, przestrzegając jednocześnie przed nienawiścią wobec politycznych przeciwników. Bezwzględna wierność Kościołowi. W swoim nauczaniu nie głosił własnych koncepcji chrześcijańsko-społecznych, lecz służąc – w ramach posługi Kościoła – Prawdzie, obficie czerpał z oficjalnych dokumentów kościelnego nauczania, przemówień papieża Jana Pawła II, kard. Stefana Wyszyńskiego i innych biskupów polskich. Był też bezwzględnie lojalny wobec swego biskupa. Niemniej, cechą znacznie go wyróżniającą spośród ówczesnych polskich księży była umiejętność – dar gromadzenia ludzi wokół spraw wiary i spraw wiążących się z życiem społecznym. Koncentrowanie się na  osobie w pracy kapłańskiej, kaznodziejskiej i charytatywnej stało się u księdza Jerzego najlepszą i najgłębszą formą głoszenia miłości – podstawowej zasady życia społecznego. W swoich kazaniach, a przygotowywał je bardzo starannie, chętnie powoływał się na te zasady i chętnie wyszukiwał je w nauczaniu księdza Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego, jak również przytaczanego z dumą Ojca Świętego Jana Pawła II. Cytatów tych trzymał się niemal kurczowo w kazaniach, które wygłaszał podczas Mszy Świętych odprawianych w intencji Ojczyzny. 19 października 1984 r. ciało kapelana „Solidarności” spoczęło przy kościele na Żoliborzu. Początkowo na mogile stał drewniany krzyż otoczony różańcem z polnych głazów tworzących kontur Polski. W 1986 r. w miejscu drewnianego krzyża znalazł się pomnik składający się z grubych płyt ułożonych w kształt krzyża. Byliśmy obecni na kolejnym miejscu, które wcześniej nawiedził Jana Paweł II Było to w roku 1987. A w 2016 roku stanęliśmy na tym niezwykłym miejscu my, by pomodlić się za naszą Ojczyznę. I trzeba przyznać, że z Tymi myślami, które „na świeżo” pojawiły się w naszych głowach, ta modlitwa była taka inna, taka przepełniona prawdziwą troską o zachowanie historycznej prawdy, o zachowanie szczerej pamięci, zwłaszcza o ostatnich losach Ojczyzny i taka potrzebna, by w naszej rzeczywistości się nie pogubić i nie dać zmanipulować. Odjeżdżaliśmy z Żoliborza z niedosytem. Znów potrzeba było dłuższej chwili, by te nowe wrażenia zatrzymać i poukładać. Wciąż podziwiając mijane za oknem warszawskie krajobrazy zmierzaliśmy do świątyni Bożej Opatrzności.

Idea budowy świątyni pod wezwaniem Opatrzności Bożej sięga czasów panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Miała ona być dziękczynieniem za Konstytucję 3 maja z 1791 roku, która była drugą na świecie, po Konstytucji Stanów Zjednoczonych, ustawą regulującą organizację władz państwowych oraz prawa i obowiązki obywateli. Była wielkim osiągnięciem narodu pragnącego zachować niezależność państwową. Zabezpieczała możliwość rozwoju gospodarczego i politycznego kraju. Dwa dni po jej ogłoszeniu Sejm Rzeczpospolitej podjął uchwałę, „aby na tę pamiątkę kościół ex voto wszystkich stanów był wystawiony i Wyższej Opatrzności poświęcony”. Niestety, dwa tygodnie później na ziemie Rzeczypospolitej wtargnęły wojska rosyjskie. Wielki entuzjazm dla budowy świątyni został zniweczony. Filar, który zdążono postawić od maja do czerwca, rozbudowano do rozmiarów kaplicy. Trzy lata później Polski nie było już na mapie Europy, a król Stanisław August abdykował po trzecim rozbiorze Polski w 1795 roku. W warszawskim Ogrodzie Botanicznym jako symbol wolnej Ojczyzny stała kaplica zbudowana na „filarze” kościoła Opatrzności. W setną rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja, w 1891 roku młodzież akademicka Warszawy złożyła tam kwiaty. Za zgodą władz niemieckich, okupujących część ziem polskich, odbyły się uroczyste obchody 125. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja 1916 r. We wnękę kaplicy Opatrzności wmurowano pamiątkową tablicę. Obok posadzono młody dąb, symbolizujący trwałość dążeń narodowych Polaków i wierność ideom Konstytucji. W ten sposób, tuż przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości, przywrócona została właściwa ranga tej narodowej relikwii, jaką przez okres zaborów była kaplica – ruina fundamentów świątyni Opatrzności. Trzy lata po odzyskaniu niepodległości ustawą Sejmu Ustawodawczego stwierdzono wolę kontynuacji zobowiązania Sejmu Czteroletniego. Świątynię miało budować państwo polskie. Tym razem świątynia miała stanąć na Polu Mokotowskim, jednak wybuch II wojny światowej w 1939 roku uniemożliwił jej budowę. Po zakończeniu II wojny światowej na mapie Europy nadal nie było niepodległej Polski, gdyż zarówno politycznie, jak i gospodarczo została ona uzależniona od Rosji sowieckiej. Lata powojenne to czas represyjnych rządów komunistycznej partii PZPR. Budowę świątyni Opatrzności próbowano zainicjować za kard. Augusta Hlonda, ale jego śmierć i okres stalinizmu zniweczyły te plany. Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński przypominał społeczeństwu o niespełnionej obietnicy. Idea ta została podjęta na nowo również przez Prymasa Polski kard. Józefa Glempa. Była to ostatnia nieudana próba wypełnienia ślubów budowy świątyni. Powiodła się ona dopiero po 1989 roku i trwa do dziś. Mieliśmy okazję w dolnym kościele uczestniczyć we mszy św. Tak się pięknie złożyło, że w tym Panteonie Wielkich Polaków była to msza św. połączona z udzieleniem chrztu św. małym dzieciom. Dla nas to jakby połączenie tej najnowszej historii Polski  z odpowiedzialnością za wychowanie młodego pokolenia, by wiedziało na jakich korzeniach wyrasta nasza obecna rzeczywistość. Dobrze, że na ołtarzu eucharystycznym mogliśmy złożyć nasze troski i obawy, nasze przemyślenia i intencje. Dzięki temu z większym spokojem w sercu rozpoczęliśmy ostatni etap naszego wyjazdu. Zatrzymaliśmy się jeszcze w stolicy na dobry obiad, po którym obraliśmy kierunek na Niepokalanów.

Niepokalanów to miejsce oddane Niepokalanej na Jej wyłączną własność. Założyciel tego grodu Matki Bożej, św. Maksymilian Maria Kolbe, przybył tu w 1927 r. wraz z grupą 20 braci. W szczerym polu postawił figurkę Niepokalanej. Takie były skromne początki. Niepokalanów zaczął się od gipsowej figury Matki Bożej Niepokalanej, którą o. Maksymilian z kilkoma współbraćmi wystawił na teresińskich polach. Przewidziany teren pod budowę klasztoru rozciągał się za wystawioną figurą, tuż przy zaplanowanej bramie. W ten sposób Matka Boża Niepokalana stanęła na czele owego dzieła jako jego Właścicielka, Strażniczka i Gospodyni, gestem rozłożonych rąk zapraszająca gościnnie do swej zagrody. W Niepokalanowie rozkwitało życie franciszkańskie. Wszędzie panowały prostota i ubóstwo. Czas upływał na modlitwie i pracy. Zachowywano życie wspólnotowe oparte na braterstwie i miłości. Szczególnie ujmujące były rekreacje z ojcem Dyrektorem, jak tytułowano o. Maksymiliana. Bóg błogosławił Zagrodzie Niepokalanej, napływały liczne i cenne powołania. W roku 1927 Niepokalanów liczył tylko 18 zakonników, a w roku 1939 – 762, w tym 204 kandydatów. Na terenie 25 ha stopniowo i planowo powstawały obiekty, które służyły sprawnemu działaniu i dużej samowystarczalności tego miasteczka: uliczki, częściowo brukowane, i kolejka wąskotorowa łącząca garaż ze stacją kolejową Szymanów, przestrzenie zalesione dostosowane do celów rekreacyjnych, gospodarstwo hodowlane, inspekty, pasieka, żywopłoty, własne ujęcia wody: 9 studni i dwa stawy, dwa boiska sportowe, kilka kaplic, drukarnia z całym zapleczem: introligatornią, ekspedycją, magazynami. Ponadto elektrownia, remiza straży pożarnej z trzema sekcjami gaśniczymi, szpitalik, cmentarz grzebalny, radiostacja i szkoły dla kandydatów: nowicjat, juniorat, małe seminarium misyjne. Wszystko to tworzyło obraz klasztoru, którego kształt stał się dziełem zaledwie dziesięciu lat. Rozwinął rozległą i nowoczesną działalność apostolską. Przybywały nowe i lepsze maszyny drukarskie, co roku powiększano nakłady czasopism, włączano nowe tytuły. W chwili wybuchu drugiej wojny światowej Niepokalanów był u szczytu rozwoju. Hitlerowcy jednak wywieźli wszystkie intertypy z zecerni i część maszyn drukarskich, zniszczyli pozostałe urządzenia wydawnicze. Zrabowali też materiały zgromadzone na budowę kościoła. Wkrótce w klasztorze gestapowcy aresztowali pięciu ojców, wśród nich o. Maksymiliana. Zaczął się dla niego ostatni etap życia, najtrudniejszy. Był więziony sto dni na Pawiaku, siedemdziesiąt siedem w Oświęcimiu, w tym czternaście dni konania w głodowym bunkrze. Nie umarł, ale oddał życie za bliźniego, i to jest szczyt chrześcijańskiej miłości. Dobity zastrzykiem trucizny 14 sierpnia 1941. W następnym dniu, w uroczystość Wniebowzięcia NMP, ciało jego spalono w krematorium. Popioły rozsypano po polach. Po wyzwoleniu, dla Niepokalanowa był to dzień 18 stycznia 1945 r. zaistniał jedynie błysk wolności. W maju 1949 r. władze komunistyczne zabrały wszystkie maszyny, sprzęt i materiały drukarskie, zamknięto szkołę, a następnie i seminarium, rabując całe jego wyposażenie łącznie z budynkami. Z kolei zabrano gospodarstwo, a cenzura państwowa nie zezwoliła na wydawanie „Rycerza Niepokalanej”. Na klasztor nałożono tak wysokie podatki, że przekraczały sumę wartości całego majątku. W tych latach, nieprzychylnych Kościołowi w Polsce, powstały w Niepokalanowie obiekty i urządzenia godne przynajmniej wzmianki. Zaczęła pracę redakcja dokumentacji biografii o o. Maksymilianie i jego pism, inna znowu redakcja przygotowała seryjną i unikalną edycję Zegarmistrzostwa, wykonano Panoramę Tysiąclecia i Misterium Męki Pańskiej, zbudowano dom rekolekcyjny i ołtarz estradowy. W chwilach politycznych odwilży udało się wznowić funkcjonowanie Niższego Seminarium Duchownego, otworzyć małą poligrafię, a nawet wznowić edycję „Rycerza”. Zwrócono też klasztorowi zagrabione budynki i ogrody. Już za czasów III Rzeczypospolitej ziściły się marzenia o. Maksymiliana o działalności Radia i Telewizji Niepokalanów. 1 marca 1995 r. rozpoczęło nadawanie „Radio Niepokalanów”, a 11 lutego 1996 r. uroczystego otwarcia „Telewizji Niepokalanów” dokonał ks. Prymas kard. Józef Glemp. Nawiedzając Niepokalanów z podziwem słuchaliśmy o historii tego miejsca i raz jeszcze uświadomiliśmy sobie bogactwo życia św. Maksymiliana Marii Kolbego, o którym wydawało się nam, że tak wiele wiemy. Odwiedzając przedstawienie w ruchomej Panoramie Tysiąclecia raz jeszcze w ten prosty, obrazowy sposób przeżyliśmy kolejną lekcję historii Polski, patrząc na przesuwające się przed naszymi oczyma postaci, z których kilka tak niedawno przypomnieliśmy sobie na nowo w czasie naszej wyprawy. Robiło się późno i dzień powoli chylił się ku zachodowi. My również zaczęliśmy spoglądać w tę samą stronę, tam gdzie nasz dom i nasi bliscy zaczęli intensywniej wyglądać naszego powrotu. Po drodze jeszcze tylko chwila na kawę, ostatni głębszy oddech i pod czujnym okiem naszych kierowców rozpoczęliśmy autostradowy powrót do Lubosza. W głośnikach znów zabrzmiał męski, księżowski głos ks. Jarosława. Ostatnie refleksje, modlitwy i śpiew.  Byliśmy pod wrażeniem tych wszystkich odwiedzonych dziś miejsc i usłyszanych słów. Dobrze, że jest p. Jola ze Stowarzyszenia „Babiniec”, które działa w Daleszynku. Dobrze, że tak pięknie nam ten wyjazd przygotowała i zorganizowała. Dobrze, że była z nami, bo organizacja była na najwyższym poziomie. Żadnych potknięć i tylko niedosyt, że nie wszystko zobaczyliśmy, że tak wiele jeszcze pozostało. Może to i dobrze. Będzie przynajmniej okazja, by to co zostało, zobaczyć następnym razem. Oby ten następny raz nastąpił w podobnej, spokojnej i jak by nie patrzeć, momentami wzruszającej atmosferze. To był dobry czas. Choć wróciliśmy do domu bardzo późno, nie czuliśmy nawet zbytniego zmęczenia. Odebraliśmy ten czas jako zachętę, by polubić historię, by ją lepiej poznawać, bo dzięki niej łatwiej odnaleźć się w teraźniejszości. Ta strona i te wrażenia są też i dla nas by jeszcze raz wrócić, przemyśleć, coś pogłębić i … w świetle prawdy patrzeć na ludzi, na życie, które dalej się tocz. I żeby na Polskę spojrzeć: umęczoną i dumną. I Polakiem się poczuć. Umęczonym i dumnym, który w Bogu nadzieję pokłada, a z modlitwy siłę czerpie do spraw małych i wielkich.